Chmurka

Newsletter

Wiadomości

„Zasnął z członkiem w jej ustach” - pisze Wildstein o Michniku

Bronisław Wildstein (Fot. Andrzej Barabasz - Chepry / Wikipedia)

Antykomunistyczna prawica walczy z obozem „Gazety Wyborczej” nie tylko o lustrację, ale i o kobiety. O dobry seks. Lecz nawet i w tej konkurencji górą jest Adam Michnik. Taki obraz odmalowuje Bronisław Wildstein w swojej „Dolinie nicości”.

Oczywiście, Adam Michnik nie występuje w tej książce pod własnym nazwiskiem. Jest przywołany aluzyjnie. Bo „Dolina nicości” to powieść z kluczem. I bez trudu identyfikujemy jej fikcyjnych bohaterów ze znanymi postaciami polskiego życia publicznego. Michnikiem jest więc powieściowy Michał Bogatyrowicz, redaktor naczelny „Słowa”. Kierowana przezeń gazeta to – a jakże - „Gazeta Wyborcza”.

W podobny sposób łatwo domyślamy się, że np. książkowy Return to Lesław Maleszka. Redaktor Niecnota to Jerzy Urban. A ksiądz Starzec to ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Takich postaci jest zresztą znacznie więcej.

Najogólniej mówiąc, powieść Bronisława Wildsteina traktuje o walce garstki zaszczutych ideowców z wszechobecnym, postkomunistycznym, ubeckim „układem”, który przenika media, instytucje państwa i Kościół katolicki. Jednak główni bohaterowie książki to także przeważnie napaleni faceci zainteresowani nie tylko zawartością archiwów IPN, ale i seksualnym zdobywaniem młodych kobiet. Inna rzecz, że w przerwach pomiędzy seksem i analizowaniem zawartości ubeckich teczek ci sami roznamiętnieni dżentelmeni tęgo popijają – w knajpach, w domach, na rautach.

(Zobacz jak sam Wildstein reklamuje swoją powieść - za YouTube):

Swoją filozofię polityczną i życiową powieściowy Michał Bogatyrowicz wykłada w rozmowie z Returnem w „Słowie” (nam zaś działa w tym momencie wyobraźnia i widzimy Michnika z Maleszką w siedzibie Agory przy ul. Czerskiej w Warszawie):

„- Nikt z nas nie zdejmie ciężaru odpowiedzialności. Nikt. Musimy pilnować demokracji, wolności i tego mizernego dobrobytu. Żeby rósł stopniowo. Żeby rósł. Musimy doglądać spokoju tych zwykłych ludzi tam – Bogatyrowicz wskazał ręką w kierunku ciemnej i spokojnej ulicy na zewnątrz – musimy dbać, aby nie trafili w łapy demagogów, którzy chcą wysadzić nasz świat. (...) A jednak... teraz... - Bogatyrowicz znów był poważny, nalewając sobie i Returnowi z następnej butelki – częściej czuję pustkę i zmęczenie. Pewnie to wiek. Choć – Bogatyrowicz znowu rozpromienił się i przeciągnął – nadal nie mam żadnych problemów, żeby na tym biurku posunąć młodą adeptkę, która przy tej okazji polizać chce historię przez duże H”.

Głównym rywalem i zarazem ofiarą Bogatyrowicza jest Adam Wilczycki, redaktor naczelny konkurencyjnego „Kuriera”. Zdecydował się ogłosić, że jeden z najbardziej znanych i szanowanych polskich uczonych, prof. Lew, był przez wiele lat agentem SB. W rezultacie, Wilczycki został zniszczony przez „układ” - stracił pracę, przegrał proces, niemal wszyscy nim gardzili itd. (W tej opowieści słychać chyba echa dziejów „Życia” pod wodzą Tomasza Wołka oraz smutny los opublikowanego tam tekstu „Wakacje z agentem” o kontaktach Aleksandra Kwaśniewskiego z oficerem KGB). Dopełnieniem tragedii Wilczyckiego jest odejście kochanki – Marii. Kto ją przejmuje? Oczywiście – Bogatyrowicz, który sypiał już z nią kilka lat wcześniej, gdy była studentką:

„[Teraz] była piękna, inną już, dojrzałą pięknością. Była business woman. I była związana z Wilczyckim. Sytuacja prowokowała nieco [Bogatyrowicza], ale nie na tyle, aby podjął próbę zdobycia jej ponownie. Potem jednak ruszyła afera Lwa i Bogatyrowicz poczuł, że walka toczy się również w tym wymiarze. Maria czuła to także. Na ich pierwszej od wielu lat randce oświadczyła, że zerwała z Wilczyckim. Bogatyrowicz był rozczarowany. Wolałby bezpośrednio odebrać ją redaktorowi „Kuriera”. (...) Wreszcie wczoraj wylądowali u niego [tj. u Bogatyrowicza – red.] i, jak można było oczekiwać, w łóżku. Po wszystkim Maria wyznała mu, że ich ostatnia przygoda erotyczna była dla niej wyjątkowym upokorzeniem. Okazało się, że zasnął z członkiem w jej ustach. Zdumiona, że mimo jej wysiłków wiotczeje, zrozumiała sytuację, gdy usłyszała miarowe chrapanie. Miała nawet problemy, żeby się spod Michała wydostać”.

W innym miejscu dowiadujemy się, że czynnością erotyczną jest już samo demaskowanie „układu”. Oto do skacowanego Wilczyckiego przychodzi młoda dziennikarka Monika Gaja. Opowiada mu o ubecko-kościelnej sitwie, która właśnie robi skok po wielką kasę (w jej opowieści bez trudu rozpoznajemy literacki odpowiednik afery związanej z budową Laboratorium Frakcjonowania Osocza). Dziewczyna wyraźnie ekscytuje się tym, co mówi:

„Gaja straciła cały dotychczasowy chłodny dystans. Oddychała szybciej. Jej oczy błyszczały. Tonacja głosu zmieniała się. Naśladowała wypowiedzi, parodiowała, dystansowała się i kpiła. Wilczycki dostrzegł, że jej sutki sztywnieją pod materiałem bluzki”.

Powodzenie u młodych kobiet jest też wyznacznikiem umocowania w „układzie”. Gdy młody dziennikarz Czułno (w realu ponoć Wojciech Czuchnowski, czołowy dziennikarz „Wyborczej”, wcześniej m.in. w "Życiu", spec od służb specjalnych), autor artykułu o agenturalnej przeszłości prof. Lwa, traci pracę w „Kurierze” (to jeden z wielu elementów kontrataku „układu” na Wilczyckiego) – przestaje się nim interesować niejaka Kinga, dziewczyna, z którą wiązał pewne nadzieje. Gdy jednak ten sam Czułno zostaje przygarnięty przez Bogatyrowicza i wiąże się z jego „Słowem” (a więc – by tak rzec - „przechodzi na ciemną stronę mocy”), Kinga bez wahania idzie z nim do łóżka.

Nieco bardziej skomplikowane perypetie erotyczne spotykają redaktora Niecnotę (alter ego Jerzego Urbana) oraz wojującą feministkę Dominikę Bies, potraktowaną przez Wildsteina wyjątkowo złośliwie.

O starzejącym się Niecnocie dowiadujemy się, że „pod [jego] brzuszyskiem ukrywał się mizerny kutasik. To już tylko siusiak (...). Nie służy do niczego innego”. Zresztą Niecnota w pewnym momencie „uświadomił sobie, że sam seks zawsze mało go pociągał i nawet wcześniej dawał mało satysfakcji”.

Z kolei Dominika Bies tęskni za mężczyznami silnymi, namiętnymi, zdecydowanymi. W efekcie, będąc w Paryżu wpada w ramiona Araba Achmeda:

„Achmed stał się wszystkimi mężczyznami, których pragnęła, tymi, których znała i tymi, których wyobrażała sobie jedynie. Podobało się jej nawet to, że decydował o wszystkim, nie interesując się jej zdaniem. Kiedy zmusił ją, żeby uklękła przed nim i wypełnił członkiem jej usta i gardło, ogarnęła ją kolejna fala podniecenia. Był młody, silny, sprawny i nie targały nim żadne wątpliwości. Tak jak i nią. Te refleksje, a właściwie impresje przemknęły jej przez głowę później, tuż przed snem, gdy Achmed zasnął, odwracając się do niej tyłem. (...)

Obudziło ją słońce. W pokoju był dzień, ale nie było Achmeda. Nie było też jej pieniędzy, kart kredytowych, biżuterii, telefonu komórkowego, a nawet paszportu”.

Czytając „Dolinę nicości” trudno dziwić się, że Adam Michnik może być nieco poirytowany tą książką. Niedawno Igor Janke narobił hałasu, że właśnie z tego powodu organizatorzy Polsko-Niemieckich Dni Mediów w Poczdamie nagle wykreślili Bronisława Wildsteina z listy prelegentów (miał tam wystąpić także Michnik). W końcu jednak Wildstein wystąpił w Poczdamie – natomiast z jakiegoś powodu nie pojechał tam Michnik.

„Dolina nicości” nie jest arcydziełem. To literatura klasy B. Ot, pop dla pasjonatów polskiej polityki. Ale czyta się dobrze. Jak jakiś wyrazisty komiks. Może trochę kojarzyć się z „Psami” Władysława Pasikowskiego. Podobne ujęcie życia publicznego w Polsce, podobny język, niemal równie wartka akcja.

Zresztą najlepiej czytać „Dolinę...” nie jako powieść, a jako pamflet.


Warto dodać, że Wildstein założył „Dolinie nicości” bloga w Salonie24.pl. Publikuje tam swoją powieść w odcinkach. I zachęca czytelników do zabawy:

„Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody”.

„Gazeta Wyborcza” zareagowała na książkę kpiarską recenzją pióra Seweryna Blumsztajna, który m.in. zarzuca Wildsteinowi grafomanię i drwi z niego, że porównał swoją powieść do „Wesela”. „Gdyby Michnik tak ze mną rozmawiał o lustracji jak sobie to wyobraża Wildstein w powieści "Dolina Nicości", dawno już bym zapisał się do PiS” - przekonuje Blumsztajn.


(Zdjęcie Bronisława Wildsteina pochodzi z Wikipedii. Jego autorem jest Andrzej Barabasz vel Chepry. Zdjęcie objęte jest licencją GNU).

Oceń

  • Current.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Średnia ocena: 3.10 Ilość głosów: 39

  • 17
  • 22.06.2008 13:46

Poleć znajomemu

*Pola obowiązkowe

Dodaj komentarz

*Pola obowiązkowe

Komentarze

Radio Wrocław nie bierze odpowiedzialności za treść komentarzy. Radio Wrocław zastrzega sobie prawo do usuwania komentarzy niezgodnych z netykietą.

~kolo

22.06.2008 14:56

czytałem fragment w Rzezpospolitej, ale tam były kompletnie inne wątki. polityczno - układowe itp. I - zgadzam się z autorem tej pulbikacji - nie są one najwyższego lotu, grafomańskie. jednak fragmenty erotyczne... Czy autor o tym zasypianiu to tak na podstawie własnych doswiadczen?;) a poważnie, żenada to zbyt słabe słowo na skomentowanie tego zabiegu 'literackiego". AUtor jakby się spodziewał, że sila jego skojarzeń z okolic mózgu okaże się zbyt nijaka i zawczasu pomyślał o zaangażowaniu lędźwi. Miała byc poważna powieść a wyszły z tego pewnie Sliroławki.

~kolo

22.06.2008 14:58

jeszcze jedno ws książki Wildsteina - czy wydawcą jest może IPN? ;)

~yar

22.06.2008 22:32

ksiazka super.bronek ma racje!A prof Lew to dzisiejszy Walesa

~Jurgiel

23.06.2008 16:50

Zupełnie nie rozumiem po czym autor domyślił się, że Bogatyrowicz to Michnik?

~Nigela

24.06.2008 14:23

eeeee, dla pasjonatów polityki? dla pasjonatów polityki - jest Vladimir Volkov, a to jest dla pasjonatów niby erotyki i to tej dla przekwitających ha ha.

~Obserwator

27.06.2008 6:43

Ależ żałosny ten bufon! Cóż jeszcze zrobi aby zwrócić na siebie uwagę? Czy warto recenzować rynsztokową literaturę?

~chico

27.06.2008 11:09

no to je debil jednak!

~Graf

28.06.2008 11:22

żałosny frustrat

~flanker

02.07.2008 22:06

Książki jeszcze nie czytałem, więc nie mogę powiedzieć - grafomańska czy nie - ale sam pomysł "Bronek na prezydenta" zły nie jest.

~kuszczyk

03.07.2008 9:01

Panie Bronku!Bez Pana byloby smutno i nudno :) Szkoda tylko ze nie ma juz Pana kolegi,razem moglibyscie jeszcze wiecej pozytecznych rzeczy zdzialac,pozdrawiam serdecznie.A ksiazka smiszna,smiszna i straszna ze tak powiem.Mnie sie tez kiedys na kobiecie zdarzylo przysnac,znam to dobrze,ludzka sprawa :)

~siwy

08.07.2008 16:24

Czy ktoś moze się orientuje jaka osoba jest ukryta pod postacią powieściowego Adama Wilczyckiego?

~oj

27.09.2008 17:56

ależ łajno, panie oborowy!

~james

28.09.2008 16:53

recenzja dosc dobra, ksiazke czyta sie bardzo przyjemnie i szybko, wprowadza troche w nihilistyczny nastrój ksiazka wymaga bardzo duzej wiedzy nt. polskiej polityki po roku 90-tym, dla przykladu pojawia sie tam watek marszałka Kerna i jego córki, czy ktoś z Was jeszcze pamieta o co w nim chodzilo??

~james

28.09.2008 16:54

recenzja dosc dobra;;; ksiazke czyta sie bardzo przyjemnie i szybko, wprowadza troche w nihilistyczny nastrój;;; ksiazka wymaga bardzo duzej wiedzy nt. polskiej polityki po roku 90-tym, dla przykladu pojawia sie tam watek marszałka Kerna i jego córki, czy ktoś z Was jeszcze pamieta o co w nim chodzilo??

~Marunia

13.06.2009 12:59

I co komuszki...boli,boli...i dobrze. Wasz koniec się zbliża, nieubłagalnie.

~zen

03.02.2010 16:36

Marny autor, marny język. Ekspresję chyba ma w rozporku.