KAMIENIE NA SZANIEC ****

Ian Pelczar | Utworzono: 2014-03-07 14:16 | Zmodyfikowano: 2014-05-01 00:12
A|A|A

mat. prasowe

Kamienie na szaniec to druga na przestrzeni kilku miesięcy, po Wałęsie, udana filmowa czytanka. Filmowi o przywódcy Solidarności opowieść o bohaterach Szarych Szeregów ustępuje scenariuszem, ale jest odważniejsza w ocenach.

Robertowi Glińskiemu nie wyszedł film nowoczesny, ale jest też daleko od ciężkiego, archaicznego kina, które do tej pory kojarzyło nam się z ekranizacjami kanonu lektur szkolnych. Zamiast patetyczną lekcją patriotyzmu, są filmowe "Kamienie na szaniec" żywą historią młodych ludzi, których rozsadza wręcz chęć uczestniczenia w wojnie. Żar jest tak wielki, że narażą się na śmierć w akcjach nieprzygotowanych, nieprofesjonalnych, szaleńczych. A na dowódców, którzy będą próbowali ostudzić ich zapał, zaczną się obrażać.



Scenariusz Dominika Rettingera i Wojciecha Pałysa trzyma się najnowszej wiedzy historycznej, nie doszukuje się sensacji, ale nie skrywa też wad i błędów ze względu na konieczność budowy pomnika. Nawet harcerzy ponoszą przecież nerwy, uczucia, nawet bohaterowie trawią czas na dyskusje i gubią się w decyzyjnym gąszczu. Padną oczywiście słowa z Testamentu Juliusza Słowackiego, zaklinające, by żywi nie tracili nadziei i przed narodem nieśli oświaty kaganiec, a kiedy trzeba - na śmierć szli po kolei, jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec.

Nie będzie to jednak lektura bez zrozumienia, romantyczne cytaty poprzedza historia, która każe zadać pytanie: czy "kiedy", nie oznaczało "zbyt często". I czy fakt, że sympatia widowni skierowana jest ku zapalczywemu Zośce, a nie zachowawczym dowódcom, nie pokazuje wystarczająco jak żywe są wciąż mity sprzed lat. Nie ma wprawdzie w filmie niepotwierdzonych domysłów, że Jan Bytnar działał w ONR-ze, ale chłopak cytuje ojcu na urodziny Piłsudskiego, o Polakach, którzy chcą za niepodległość zapłacić "dwa grosze i dwie krople krwi". Zadziwiające są ataki na odejście od pełnej nieznośnych fragmentów powieści Kamińskiego, pełnej pretensjonalnej poetyki, wywodów o cierpieniu i roli przyjaźni. Szczególnie, że sceny erotyczne, o które awanturują się niektóre środowiska harcerskie i wnuk pisarza, są grzeczne, a wątki romansowe dość bezbarwne.

Zabawne zresztą, że przeciwnicy Kamieni na szaniec zorganizowali akcję "Tylko świnie siedzą w kinie" w obronie tego, co uważają za jedyny i prawdziwy patriotyzm. Film Glińskiego zaczyna się od przypomnienia oryginalnej akcji, prowadzonej przez Szare Szeregi w okupowanej Polsce. Początek jest zresztą najbardziej udany, żywiołowy, nawiązujący do dobrych tradycji kina młodzieżowego. Nie są to może, jak przewidywano w jednym z recenzenckich nagłówków, hipsterzy na szaniec, ale myślę, że dzisiejsza młodzież może spojrzeć na swoich rówieśników z dawnych lat z sympatią i zrozumieniem. I być może zechce dowiedzieć się więcej o pierwowzorach filmowych ról, sprawdzając jakie były losy nie tylko Rudego, Zośki i Alka, ale także Anody, Kanody, Słonia i Pawła.

Filmowe "Kamienie na szaniec" trzymają napięcie aż do Akcji pod Arsenałem, później wkrada się sporo sentymentalizmu i patosu, których wcześniej udawało się uniknąć. Także dlatego, że jedyną naprawdę wciągającą kreację- przejmującą, ale i zdystansowaną, dramatyczną, lecz niepozbawioną poczucia humoru (i to wiarygodnego, bez sztuczności) - stworzył Tomasz Ziętek jako Rudy. Nie można się niego napatrzeć w scenach Małego Sabotażu, parę razy nerwowo odwrócicie wzrok w scenach okrutnych tortur na Szucha. Psychologicznej gry prowadzonej z demonicznymi niemieckimi oficerami nie powstydziłby się żaden film wojenny. Niestety, tak jak członkom Szarych Szeregów -wg majora, którego zagrał Andrzej Chyra- zabrakło odwagi, tak  twórcom zabrakło pomysłów realizacyjnych na finał. 

Zostajemy więc z pytaniami z napisów końcowych i wcześniejszych fragmentów filmu- czy cena, którą zapłacili młodzi Polacy nie była wówczas zbyt wysoka, biorąc pod uwagę okoliczności, czy Akcja pod Arsenałem to jedynie czyn bohaterski, a może działanie niepotrzebne lub zbyt późno przeprowadzone. Jeśli zaś potrzebne, to dlaczego innych harcerzy z takim zapałem nie odbijano - ani wcześniej, ani później. Subtelnie wprowadzone są też podziały klasowe i geograficzne - popatrzcie na rozmowę u rodziny Dębskich i późniejszy los Dębskiego oraz fakt, że zniknięcie Heńka, którego konsekwencją było pojmanie Rudego, młodzież z Mokotowa zignorowała, bo chłopak był z Pragi. Taki popękany obraz pokolenia pełnego lojalności, wartości i honoru jest dziś cenniejszy niż wiele nieskazitelnych pomników, w których cieniu o Polsce opowiada się jedynie hasłami.

R E K L A M A

Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
Reklama

Październik

17
Marek Napiórkowski Sextet „UP!”
25
Jaromir Nohavica (PIERWSZY KONCERT)
26
Jaromir Nohavica (DRUGI KONCERT)
RADIO WROCŁAW Wrocław, Legnica 102,3 FM| Wałbrzych 95,5 FM| Zgorzelec, Bolesławiec 103,6 FM| Kudowa - Zdrój 98,0 FM
Kotlina Jeleniogórska 96,7 FM| Kotlina Kłodzka 96,0 FM| Bogatynia 89,0 FM
Copyrights © Radio Wrocław 2013
Związek Pracodawców Mediów PublicznychAudytorium 17Biuletyn Informacji Publicznej