R. Kowalczyk: Tradycją uświęconą jest, że wakacje przypadają na lipiec i sierpień

Dariusz Wieczorkowski, GN | Utworzono: 2023-02-02 09:40 | Zmodyfikowano: 2023-02-02 09:41

Gościem Rozmowy Dnia Radia Wrocław był Roman Kowalczyk, Dolnośląski Kurator Oświaty.

Zacznijmy panie kuratorze nasze spotkanie od komentarza do propozycji części gmin, które chciałyby rozłożenia terminu wakacji letnich w poszczególnych regionach kraju, co wydłużyłoby ten okres o cztery tygodnie: od połowy czerwca do połowy września. Co pan na to? Czy jest to w ogóle możliwe do zrealizowania?

Skoro taki postulat się pojawił, to pewnie byłoby możliwe do zrealizowania. Natomiast pytanie, czy to jest celowe? Bo o ile ferie zimowe są rozłożone między poszczególne województwa i jest to zasadne, jesteśmy w trakcie roku szkolnego, to jest pewna pauza, przerwa. O tyle wakacje to już jest przerwa dłuższa. Wyjeżdża się, wyjeżdża się sporo, wyjeżdża się też za granicę. Musiałbym się głębiej zastanowić.

Trwa dłużej sezon wtedy.

Owszem, ale pogoda już chyba nie ta sama, szczególnie we wrześniu. Tradycja też robi swoje.

Klimat się zmienia, panie kuratorze.

Klimat się zmienia, ale chyba nie tak znowu gwałtownie. Jednak mieć wakacje we wrześniu, a w sierpniu, kiedy jest jednak cieplej. Ci dojrzalsi, siebie do nich zaliczam, to już może szukają jakiegoś spokoju, natomiast młodzież to pędzi tam, gdzie jest gwar, piłka, hałas i rozmaite atrakcje. Im ludzi więcej na plaży, tym dla nich jest lepiej. Więc z wakacjami bym tak się nie rozpędzał. Wymaga to zastanowienia. Nie chcę tutaj się jakoś gwałtownie deklarować, ale podkreślę, że tradycją uświęconą jest, że wakacje przypadają na lipiec i sierpień. Consuetudo est altera natura - przyzwyczajenie jest drugą naturą. Więc zmienić tę zasadę, tę żelazną zasadę, która do tej pory obowiązywała będzie trudno. Raczej temu pomysłowi nie wróżę powodzenia.

To biegniemy dalej. Rada Dzieci i Młodzieży działająca przy panu Ministrze Edukacji ma przedstawić w najbliższych dniach rekomendacje dotyczące używania przez uczniów telefonów w szkołach. Używanie telefonów zostało zakazane już m.in. we Francji, Włoszech, Grecji, Portugalii czy Chinach. Wprowadzający takie regulacje jako powody podają problemy z koncentracją na lekcjach, uzależnienie od internetu i negatywny wpływ używania telefonów przez uczniów na relacje społeczne. Innymi słowy po prostu przestajemy rozmawiać, tylko patrzymy w ekrany telefonów. Co wynika z pana obserwacji i doświadczeń? To jest słuszny kierunek, czy gdzieś możliwy jest złoty środek?

To są moje doświadczenia, ale to są też rozmowy z nauczycielami. Zbyt często się nie spotykam, ale z niektórymi owszem, rozmawiamy, jak to dziś wygląda, bo to parę lat, kiedy jestem kuratorem, to jednak w szkołach się trochę trochę zmieniło. Uczniowie faktycznie siedzą w komórkach. Zwłaszcza jak się trochę nudzą, a nawet jak się nie nudzą. Kiedyś grało się w okręty, rzucało się jakieś karteczki, ciągnęło się dziewczynki za warkocze, a teraz po prostu tylko telefon i całe życie przeniosło się do internetu. Zamiast się skupiać, zamiast się uczyć. Szkoły rozwiązują w ten sposób, że odkłada się komórki na początku zajęć. Przecież komórki mogą być też źródłem wiedzy. Korzysta się z nich na zajęciach, na prośbę, na polecenie, za podpowiedzią nauczyciela. Komórka może być użyteczna. No to uczniowie przynoszą dodatkowe telefony albo odkładają puste pudełka i odbywa się taka gra w kotka i myszkę, taka zabawa w dobrego i złego policjanta. Ja bym to zostawił wspólnotom szkolnym.

Indywidualnie?

Wspólnotom szkolnym, gdzie w rozmowie uzgodniłoby się z rodzicami, a także z młodzieżą, zwłaszcza jeżeli to chodzi o młodzież nastoletnią, która za chwilę też będzie dorosła i z której zdaniem też warto się liczyć, jakie zasady miałyby obowiązywać. No bo przecież komórka jest przydatna, służy do komunikacji ze światem zewnętrznym, także z rodzicami. Więc może wypadałoby, żeby te dzieci komórki miały. Ale czy na lekcjach? Gdyby z żelazną konsekwencją i każdy szczerze praktykował tę zasadę, że zaczynają się zajęcia, odkładamy na półeczkę czy odkładamy do koszyczka i prowadzimy zajęcia? A jeżeli ich komórki miałyby być użyte przez uczniów, bo podczas lekcji sięgalibyśmy tam po wiedzę i po różne tam informacje itd., no to wtedy wtedy nauczyciel daje dyspozycje, że komórki zostawiamy, to by tak miało być. Natomiast jeżeli to ma być przedmiotem jakichś sporów, gdzie uczeń wykrzykuje do nauczyciela: to jest moja komórka, nie mi pani prawa tego zabrać i tak dalej, bo nie ma żadnych uregulowań ani szkolnych, ani wyższego rzędu, to to jest trochę źle.

Czyli zdrowy rozsądek i umowa dżentelmeńska?

Ja bym raczej był zdania, żeby decyzja zapadała we wspólnocie szkolnej, to znaczy, żeby poszczególne szkoły w swoich statutach sprecyzowała zasady korzystania z telefonów komórkowych w danej szkole.

Pan minister Przemysław Czarnek ogłosił, że od września uczniom IV klas szkół podstawowych zostaną zakupione laptopy. W tym roku sprzęt otrzyma prawie 400 tysięcy uczniów. Powiedział też, że jest to projekt, który będzie towarzyszył przez kolejne lata i każdorazowo uczniowie, którzy będą przystępowali do nauki w czwartej klasie szkoły podstawowej, będą dostawali laptop na własność. Czy ministerstwo zbadało, czy faktycznie wszyscy uczniowie potrzebują takiego sprzętu?

Klasa 4 ma tę specyfikę, że uczniowie w klasie 1-3 to chodzą do jednego oddziału, raczej się bawią, to jest to nauczanie początkowe. Oczywiście ta zabawa jest też rodzajem nauki. Ale podział na poszczególne przedmioty, w tym na informatykę, zaczyna się właśnie od klasy czwartej, więc to jest taki moment startu już do poważniejszego życia szkolnego. Wchodzimy w kolejny etap edukacyjny, więc to jest pierwsza konstatacja. A druga, myślę, że to ważne, że idziemy z nowoczesnością noga w nogę. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie życia bez takich udogodnień. Troszkę niebezpieczeństw. Mówiliśmy przed chwilą o telefonie. Podobnie jest z komputerem, który do wszystkiego się przydaje, a w dydaktyce takoż. W związku z tym to, że czwartoklasiści i później kolejne roczniki będą wyposażone i nie będziemy już tylko czekać na to, że jednych stać, drugich nie stać. To jest też myślę, ważny aspekt. Myślę, że to jest dobrze. Na Dolnym Śląsku tych czwartoklasistów będzie 27 tysięcy, tak dodam dla ścisłości. I dodatkowo jeszcze padła zapowiedź, że także nauczyciele w liczbie ponad 400 tysięcy będą wyposażeni w laptopy. To w skali całej Polski.

A na Dolnym Śląsku? Ma pan takie liczby?

Ilu nauczycieli? Nie wiem. Wiem tyle, ile z konferencji prasowej, jeżeli chodzi o nauczycieli, Sprawdziliśmy, ilu uczniów mamy w klasach trzecich, czyli tym samym, ilu trafi do klas czwartych. To jest 27 tys. Nauczycieli w ogóle na Dolnym Śląsku mamy 48 tysięcy, to tak gwoli ścisłości. Więc myślę, że dobrze, że się modernizujemy, że jeśli chodzi o unowocześnianie, to podążamy noga w nogę. Nauczyciele, ale także dzieci, będą mieć szansę sięgnięcia po nowe technologie, że nie będą odstawać od tych z Europy Zachodniej. Więc myślę, że to jest dobry ruch i cieszę się, że inwestujemy w edukację, że władza wyznaje pogląd, że wydatki to nie jest koszt, tylko inwestycja. Bardzo pozytywnie przyjmuję tę inicjatywę.

Tegoroczni absolwenci liceów są pierwszym rocznikiem, który będzie zdawał maturę zgodnie z nową formułą. To jest rocznik, który jako pierwszy skończył ośmioletnią szkołę podstawową i czteroletnie liceum. Pan minister zaznaczył, że wymagania na tegorocznych maturach będą obniżona o mniej więcej 20-25%. Czy to wynika z tego, że już wiecie, że gdyby nie to, gdyby nie ten zabieg, po prostu te wyniki matury byłyby słabe?

To byłyby słabe. Otóż dwa pana pandemiczne roczniki maturzystów, miały obniżone wymagania. A to dlatego, że koronawirus, nauczanie hybrydowe, izolacja. No nie można było się tak przygotować, jak w normalnym czasie. W związku z tym uwzględniono tę nadzwyczajną sytuację. No i pojawił się taki dylemat, czy ten rocznik, który w tym roku będzie podchodził w maju, na początku maja do matury, również ma taki przywilej otrzymać. Pojawiały się głosy ze środowiska. Ja głosiłem, także tutaj w radio, w różnych audycjach dzwonili słuchacze, nie tyle może maturzyści, ile ich zatroskani rodzice, właśnie z takim postulatem, żeby, skoro ci uczniowie mieli taką wyboistą drogę do tej matury, żeby również i w tym roku opracować zagadnienia, pytania maturalne nie w oparciu o podstawę programową, tylko o jej okrojoną część, która nazywa się wymagania egzaminacyjne. I pan minister Przemysław Czarnek przychylił się do tej prośby. Stąd tegoroczni maturzyści będą mieć zagadnienia przygotowane właśnie pod tę skróconą podstawę programową, czyli wymagania egzaminacyjne.

A tak z perspektywy lat ma pan takie przeświadczenie, że maturę faktycznie sprawdza poziom, stan wiedzy uczniów? Czy to jest tylko taki egzamin, w którego klucz trzeba się wpisać i albo się w ten klucz wpiszemy lepiej, albo słabiej i tyle?

Każde pokolenie powie: a w moich czasach to były matury, jakie były trudne, jak to się trzeba było uczyć. Dla współczesnych maturzystów to matura też jest wyzwaniem, mimo że mówimy, że trochę będzie może i łatwiejsza. No ale czasy z kolei też trudne i to pokolenie cyfrowe, któremu jest się trudniej skupić, też o tym wspominaliśmy, więc matura jest zawsze wyzwaniem. No i jest zapisem wiedzy na daną chwilę. Co więcej, od roku 2005 jest także kwalifikacją na studia, a więc to jest niebłaha sprawa. Jeżeli chcemy zrealizować swoje plany i marzenia, to się musimy tęgo sprężyć, optymalnie wykorzystać te trzy miesiące, które nam pozostały i zawalczyć o wynik na maturze, bo to nie jest tylko osobista satysfakcja, że się dobrze zdało egzamin maturalny, a następnie otrzymało świadectwo dojrzałości, ale to jest jednocześnie kwalifikacja na studia. Mamy maturę porównywalną i od tego, jakie przedmioty się zdaje, ile punktów się uzyskano, to zależy w takim razie, czy dostaniemy się na wymarzone studia, czy też nie. Więc naprawdę jest się o co bić.

Na koniec może jeszcze wątek związany z przywróceniem wcześniejszych emerytur dla nauczycieli, bo trwa dyskusja na ten temat. M.in. pojawiają się pytania, od którego roku nauczyciele mieliby przechodzić na emeryturę, na jakich zasadach i co ewentualnie z możliwością dodatkowej pracy w szkole, już będąc na emeryturze. Znajduje pan odpowiedzi na te pytania?

Przypomnijmy, że reforma emerytalna została wprowadzona przez rząd Jerzego Buzka, ostatecznie nauczyciele utracili prawo do wcześniejszych emerytur w 2009 roku. Teraz ministerstwo, analizując trendy demograficzne, stwierdziło, że tych uczniów jest coraz mniej. Oczywiście ten niż jest amortyzowane przez napływ dzieci z Ukrainy, ale pytanie, ile ich w Polsce pozostanie. Poza tym to jest nierównomierne. A skoro tak, to znaczy patrząc w przyszłość, warto być może wrócić do tego rozwiązania, które nauczycielom przez długie lata towarzyszyło. Sprawa jest otwarta. Myślę, że to jest, ta chęć powrotu do możliwości przechodzenia na wcześniejszą emeryturę, bo to nie jest konieczność, tylko możliwość, jest wyrazem troski o środowisko i to naprawdę pomogłoby tym koleżankom, kolegom, którzy mieszkają na terenach objętych depopulacją. Natomiast jak by to miało wyglądać w szczegółach? Nie zastanawiałem się nad tym, nie zajmuję się tym. To jest sprawa rozmów między ministerstwem a związkami zawodowymi, które reprezentują środowisko nauczycielskie. Na pewno trzeba to skonsultować z ZUS-em, a na koniec podjąć decyzję, pamiętając, w jakiej sytuacji my dzisiaj jesteśmy. A my tu, panie redaktorze, gadu-gadu, a świat stoi na krawędzi, a na Ukrainie trwa barbarzyńska wojna. My, jako naród, jako państwo, jako społeczeństwo musimy łożyć na zbrojenia. Naszą racją jest wsparcie również państwa ukraińskiego. Więc bezpieczeństwo i wydatki na bezpieczeństwo nade wszystko. Natomiast, co do reszty, no rozmowy, negocjacje. Nie ma tutaj gotowej recepty. Zajmuję się swoimi zadaniami.

A widzi pan ryzyko zwolnień w jakiejś bliższej lub dalszej perspektywie?

Na Dolnym Śląsku? No właśnie. Wypowiedzi pana ministra, który zasygnalizował, że ten niż demograficzny nadciąga i że przyniesie być może takie skutki, że przykrą koniecznością będzie zwalnianie nauczycieli na terenach, gdzie demograficznie wysychamy. To dokonaliśmy takiej analizy na Dolnym Śląsku i wygląda to w miarę przyzwoicie. To znaczy przez najbliższe kilka lat będziemy mieli +/- 28 tysięcy uczniów w roczniku, a później będzie spadało. Poza tym nie jest to równomierne. Wrocław, aglomeracja wrocławska na plusie i przyrasta. Północ województwa też delikatny plus albo constans. Natomiast wysychanie na południu, na zachodzie. Więc te emerytury wcześniejsze, dla tych koleżanek, kolegów z tych terenów, bardzo by się za kilka lat przydały.

Posłuchaj całej rozmowy: 


Komentarze (4)
Dodając komentarz do artykułu akceptujesz regulamin strony.
Radio Wrocław nie odpowiada za treść komentarzy.
~Zuzanna2023-02-03 09:28:58 z adresu IP: (2a00:f41:70b9:2729:554d:x:x:x)
A ja lubię słuchać Pana Kuratora, jest merytoryczny i ma radiowy głos.
~Boss 2023-02-03 00:20:25 z adresu IP: (2a00:f41:7061:6721:6474:x:x:x)
Bardzo dobrze, że rząd inwestuje w unowocześnianie szkół, funduje komputery. Tak trzymać!
~Ściana placzu2023-02-02 22:00:16 z adresu IP: (159.205.xxx.xxx)
To ten osobnik co ściągnął Maciorę do liceum na Tęczowej i stworzył ścianę płaczu w szkole .
~xx22023-02-02 18:15:11 z adresu IP: (195.140.xxx.xxx)
tradycja to jest to co jest potrzebne polskiej nauce w 21 wieku. daleko z tym nie zajedziemy. beton i raz jeszcze beton.